WIELKI POWRÓT?

11 października 2018
Mija dokładnie rok, odkąd przestałam blogować. Sama w to nie mogę uwierzyć, bo byłam pierwszą osobą, która dawała uciąć sobie każdą część ciała, że to nigdy nie nastąpi. A jednak, człowiek się myli, człowiek popełnia błędy i przede wszystkim – człowiek nigdy nie wie co go czeka, jak potoczy się jego życie i jaką obierze ścieżkę w zawodowej karierze. 

„Life is like a box of chocolates.
You never know, what You’re gonna get”.


Ten słynny cytat z „Forest Gump” niezwykle prosto, ale jakże prawdziwie to opisuje. Jednego dnia zakochana w blogowaniu po uszy, kolejnego – wyciągam czekoladkę z nadzieniem: coś nowego! Tym nowym była praca, spełnienie, nauka, pogoń za marzeniem, jakim była wtedy własna, super prosperująca firma. Znając siebie wiedziałam, że nie wszystko uda mi się pogodzić. Wrogiem numer 1 był czas. A raczej jego brak. Czasu brakuje mi zawsze i na wszystko. Bywa, że nie wyrabiam się w czasie, bywa, że moja organizacja nie spisuje się na medal. Dzieje się tak dlatego, że robię wiele rzeczy na raz. Inaczej nie potrafię, bo nudzi mnie robienie tylko jednej założonej rzeczy w danym dniu. Tak więc robię ich wiele i czasem sama się w tym wszystkim gubię. Jednak wiem jedno – im więcej się dzieje, tym więcej motywacji mam w sobie. To nic, że czasem nie wychodzi, dostaję szału i zadyszki od nadmiaru pracy, mój organizm woła „stop”, lub siadam i leniuchuję wcinając czekoladę, akurat wtedy kiedy sajgon sięga zenitu. To nic, artyści tak ponoć mają. Najważniejsze jednak, że czuję się w tym wszystkim spełniona, doceniona i zwyczajnie szczęśliwa. Mam jedną zasadę – jeśli się udaje, to działam do upadłego. Jeśli się potykam lub z własnej winy coś zawalam, zastanawiam się, jakie będą tego skutki. Większe, mniejsze – mało ważne. Ważne, abym wzięła je na klatę, odkręciła, naprawiła i znów zasuwała do przodu.


M.in. z tego właśnie względu odłożyłam blogowanie. Zbyt bardzo je kochałam by wciągnąć  je w wir mojego codziennego nieogaru, w którym dominować miała ukochana praca. Blog nigdy nie był moją pracą, a życiowym dodatkiem, pasją, hobby, ucieczką w internetowy świat. Wtedy jednak pasje zeszły na dalszy plan, bo chciałam po prostu spełniać się zawodowo. Wiedziałam, że w końcu zacznie brakować czasu na to, aby bloga prowadzić regularnie i na zdobytym poziomie. Nie chciałam go zaniżać, zaniedbywać Was i serwować tu jakieś słabe teksty i zdjęcia bez głębszego sensu. Choć pomysłów w głowie było sporo, czułam, że nie wszystkie je zrealizuję, bo zawsze będzie coś ważniejszego do zrobienia. A znając swoje pedantyczne od zawsze podejście, brak możliwości stworzenia wpisu jaki sobie założyłam, doprowadziłoby mnie zapewne do szału. Wtedy też podjęłam decyzję, aby to… odłożyć. Nie zakończyć, a odłożyć – to różnica. Wielu z Was zapytało mnie: „dlaczego skończyłaś blogować?”, a ja nigdy nie powiedziałam, że to skończyłam. Szaleństwem byłoby zakończyć coś, co otworzyło mi wrota do tego cudownego, fotograficznego świata, w którym odnalazłam siebie i swoją życiową ścieżkę.

Cofnijmy się do początku

Blogowałam od czasów nastoletnich. Zanim założyłam tego oto bloga, miałam przed nim jeszcze kilka innych, mniejszych blogów, na których nie było jeszcze możliwości swobodnego dodawania zdjęć. Moje wpisy zatem były absolutnie o niczym, a czytała mnie chyba tylko mama, siostra i może z trzy koleżanki. Ale była frajda, ogromna. Tworzyłam kolorowe, wręcz kiczowate blogi, gdzie gromadziłam zbiory gifów, animacji flash i innych (nie podam Wam moich nazw blogów, bo pękniecie ze śmiechu). Tworzyłam też własne szablony, grafiki, krótko potem również na użytek innych – serio! Już wtedy ogarniałam podstawy HTML, w które wdrożyli mnie ludzie poznani na forach internetowych (co tam, że o Simsach :D). Fotoblog był już poważniejszym miejscem w sieci, pierwszym, gdzie wrzucałam zdjęcia, pod którymi opisywałam w skrócie swoją codzienność. Nazwałam się wtedy „adancingqueen”, bo zakochana byłam w tańcu (oczywiście nadal jestem!) oraz cudownej piosence Abby. Wtedy pojawiły się też pierwsze hejty, dyskusje, załamania, ale też większe cele i marzenia. W roku 2011 za namową koleżanki wówczas robiącej mi zdjęcia, założyłam bloga na platformie Blogspot. Początkowo nosił nazwę „QueenLook” co by nawiązywało do nazwy fotobloga, ale również do mody, o czym blog miał pierwotnie opowiadać. Szybko zmieniłam tę nazwę jednak na swoją własną, z której każdy mnie już znał. Dodatkowo blog z typowo modowego, powoli przeistaczał się w lifestyle. Tak też powstało moje miejsce w sieci, w którym byłam aż do końca 2017 roku…


…kiedy to zapał po prostu wygasł. Wygasł mimo ogromu pomysłów, kreatywności i siły, jaką w sobie miałam. Wygasł, bo zdecydowałam zadecydować… Wtedy było to jedynym, najlepszym dla mnie wyjściem, którego absolutnie nie żałuję. Staram się niczego nie żałować. Widocznie tak miało być! Być może straciłam sporą część widowni dzięki temu, być może odcięłam się od tego świata i poszłam w inną stronę, być może nie powinnam nigdy nazywać się prawdziwą blogerką… ale wtedy czułam, że tak powinnam. Zauważcie jednak, że nie dodałam pożegnalnego wpisu, sesji, ani czegokolwiek, co dowodziłoby mojej decyzji o zaprzestaniu publikowania wpisów. Po prostu, uciekłam, zeszłam na bok i obserwowałam ten świat z pobocza.


Nie zostawiłam jednak internetowego świata na dobre. Zostałam z Wami przecież na INSTAGRAMIE. Ta aplikacja to mniejsze nakłady pracy i czasu, ale nadal możliwość spełniania się i pokazywania siebie w swoim niepowtarzalnym stylu. Nadal mogłam być blisko Was, nadal mogłam tworzyć, reklamować ulubione marki, produkty, pokazywać Wam swoje życie. Tym razem to właśnie tam stworzyłam swój drugi mały dom, który z prostych, codziennych zdjęć, zmienił się w moje małe portfolio, moją bajkę, o której tak często Wam wspominam. Blog był miejscem, gdzie pokazywałam swój idealny świat, na dopracowanych zdjęciach, które spora część z Was pokochała. To samo przemyciłam na Instagramową aplikację. Choć nie wybiłam się spośród milionów, zgromadziłam Was tam całkiem sporo, a to wreszcie dodało mi siły, by tu powrócić. Ale nie tylko to!


Pewnego dnia obejrzałam Instastories Elizy Wydrych, w których akurat poruszała temat blogów. Dała mi do myślenia. Zrozumiałam wtedy, że Instagram to nie moje, prawdziwe miejsce w sieci. To nie miejsce, gdzie mogę działać z rozmachem. To nie jest ani moje, ani na zawsze. A co jeśli nagle Instagram zniknie? A co jeśli ktoś ukradnie moje konto? A co jeśli… ugh, aż strach pomyśleć. W każde swoje miejsce w sieci od zawsze wkładam całe swoje serce. Od zawsze staram się, by z ogromną precyzją publikować kolejne wpisy. Raz mniej, raz bardziej dopracowane, ale przemyślane. Doskonale mnie już znacie i wiecie, że nie interesuje mnie szara codzienność w kadrach, a moja baśń, którą kreuję każdego dnia dla swojej i Waszej osłody. Myśl, że może to gdzieś po raz kolejny zniknąć mnie przeraziła oraz zaniepokoiła. Wtedy zaczęłam intensywnie myśleć o powrocie tutaj, co właśnie następuje…

Mam obawy.

Jak chyba każdy powracający po dłuższym czasie gdziekolwiek. Czy jeszcze ktoś mnie pamięta, zechce czytać i oglądać, czy podołam, czy wygram z czasem, czy zwyczajnie dam sobie radę. Wiem jednak, że bez próby się nie obędzie, że bez niej nie przekonam się o swojej sile, determinacji i zamiłowaniu. Jestem tu i teraz. Liczę, że na długo, ale też nie obiecuję, że wygram tę walkę. Nie mam parcia na to, by stać się topową blogerką, ale przynajmniej spróbować być taką jak kiedyś. W ciągu tego roku wiele się nauczyłam, poznałam siebie i zmieniłam kilka błędnych postanowień. Czy przyniosą one sukces? Okaże się. To, czego najbardziej teraz pragnę to poczuć znów to samo, co kiedyś – kiedy tworzyłam, pisałam i byłam tu – dla Was. Mam przy boku cudownych przyjaciół oraz dobrze życzących mi ludzi. Są jak gwiazdy na niebie, które razem ze mną podążają wybraną ścieżką, wspierają i kibicują z całych sił. Wreszcie pozbyłam się czarnych dziur w postaci fałszu, obłudy, chamstwa i braku zrozumienia, a usłałam tę przestrzeń tylko pozytywnymi wibracjami. Kocham swoje własne niebo, a Was zapraszam do jego obserwacji :)!

sukienka - NAOKO, fotografował - @nowiutki, obróbka - @adancingqueen, miejsce zdjęć - Islantilla, Hiszpania


17 komentarzy:

  1. Kiedy przeglądasz instastories i z niedowierzaniem patrzysz, a ona w końcu tego dokonała, nabąkiwała od czasu do czasu, ze chce wrócić, a ja zawsze byłam ZA! Pamiętam ogrom wpisów i stylizacji, zawsze lubiłam tu zaglądać i w końcu znów będę mogła! You made it!<3 Chumrka w swoim niebie :D M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuję! Cieszę się, że czekałaś i się doczekałaś! :D Postaram się powrócić w przynajmniej podobnym stylu co kiedyś :)

      Usuń
  2. Miło w końcu Cię tutaj czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja pamiętam! fajnie że wracasz ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega super, że się cieszysz Zosiu! :*

      Usuń
  4. Super kochana, że wróciłaś. Inspirujesz, zachwycasz za to Ci dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno będziemy czekać na więcej!
    Pozdrawiam serdecznie, zapraszam na mój blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie! Postaram się z całych sił :)

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia! Zakochałam się w kolorystyce i barwach zdjęcia. Mają magię w sobie! :) Sama po dłuższej przerwie wróciłam dzisiaj na bloga. Mam nadzieję, że będzie bardziej systematycznie tym razem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi brakowało Twoich wpisów na blogu i niezmiernie się cieszę, że wracasz! Jesteś jedną z tych Dziewczyn działających w sieci, które mają swój styl, robią to co kochają i dzielą się tym z innymi. Nie ma u Ciebie miejsca na sztuczność i nieszczerość. Za to Cię cenię i będę czytać Twojego bloga najdłużej jak się da.
    Ściskam serdecznie,
    Charlotte.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj z powrotem! Cieszę się że mogę zobaczyć Twoje piękne zdjęcia w dużym formacie. Buziaki ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Super, że wracasz! Co prawda, trafiam tu z Instagrama, ale kiedy zaczęłaś pisać, że chciałabyś wrócić, sporadycznie przeglądałam bloga i stare wpisy. Czekam na więcej, powodzenia!
    Ps. Co do zdjęć, magia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogę oderwac wzroku! Pięknie

    Zapraszam do siebie w wolnej chwili
    Miłego weekendu, xx Bambi

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! :)