4 września 2015

3D

Jeśli zapytacie mnie o definicję mojego stylu, to nie ukrywając - będę mieć z tym problem. Każda z nas ma swój własny gust i modową ścieżkę, którą podąża, kreując jednocześnie swój własny styl, którego twardo się trzyma. Ja utarłam sobie trzy wyraziste i klarowne szlaki, które wybieram zamiennie za każdym razem gdy stoję przed szafą pełną ubrań. Zdążyliście doskonale to zauważyć po wpisach na blogu, które prezentują raz dziewczęce lub kobiece stylizacje, z delikatnymi butami na płaskim bądź wysokim obcasie, eksponując tym sposobem nogi, a raz całkowicie sportowe, z ukochanymi kicksami na stopach, które z kolei kolekcjonuję. Raz ubieram się cała na pastelowo, a raz zatapiam się w czerni i stonowanych barwach. Innym znów razem mieszam te dwie wersje ze sobą tworząc kolejną. Której z tych wersji jest więcej? Ciężko stwierdzić. Patrząc na różnorodność jaką Wam serwuję, nie jestem w stanie powiedzieć, który styl jest tym przewodnim. Uważam, że byłoby nudno gdybym wiecznie zakładała na siebie jasne ubrania lub te ciemne, czy wciąż chodziła w płaskich butach, lub tych na obcasie... Cieszę się zatem, że jestem otwarta na różne kombinacje, nawet jeśli nie wyróżniają się one na tle innych. Dziś w ciemnych legginsach, koszulce w kolorze zgniłej zieleni, z dużym naszyjnikiem i bordo na ustach, a za chwilę w lekkiej sukience, szpilkach i delikatnym różu na policzkach - dosłownie :). Dobrze mi z tym! 

2 września 2015

OGRODNICZKI W OGRODNICZKACH

Sezon letni zakończymy fajnym, wakacyjnym akcentem w postaci wesołych zdjęć prosto z zaczarowanych ogródków. Dlaczego zaczarowanych? Bo wchodząc tam, przenoszę się zawsze do lat dzieciństwa, a takie miejsca jak działkowe ogródki naszych dziadków najbardziej je przypominają. Wąskie uliczki, kolorowe płotki owinięte bluszczem, zapach owoców wiszących na gałązkach, które się od nich uginają, krzaczki z kwaśnymi porzeczkami, grządki pełne warzyw, bzyczące pszczoły, pięknie pachnące róże i powiew beztroskich chwil. Kto z nas tego nie pamięta? Jako dzieci biegaliśmy tymi ścieżkami w jeansowych ogrodniczkach, z piłką pod pachą i ogromnym bananem na twarzy, a potem pomagaliśmy dziadkom pielić ogródek, zrywać papierówki z drzew i podlewać pomidory w parnej szklarni. Czuliśmy się wtedy jak mali ogrodnicy, a sprawiało nam to tyle radości! Razem z Moniką postanowiłyśmy przypomnieć sobie tamte lata! Wskoczyłyśmy w ogrodniczki i podreptałyśmy na ogródki działkowe, które przeniosły nas kilkanaście lat wstecz. Ahh, jak wiele się tam zmieniło! Nadal to miejsce jest jednak urocze i wręcz magiczne, dlatego miło spędziłyśmy tam czas. A skoro mowa o dzieciństwie, nie mogło zabraknąć też zabawy na huśtawce... No co, w końcu nawet w dorosłych już ludziach drzemie małe dziecko :). 

31 sierpnia 2015

GREEN SMOOTHIE

Śmiało mogę powiedzieć, że jestem ogromną miłośniczką owoców - prawie wszystkich, choć jeszcze nie każdych próbowałam. Zazwyczaj jednak owoce bardzo mi smakują, zarówno te tradycyjne, łatwo dostępne, jak i te egzotyczne i niespotykane (a przy okazji drogie :D). Kocham owoce pod każdą postacią, ale najbardziej świeże, prosto z krzaczka, drzewa czy krzewu. Choć owoce spotkamy w wielu produktach dostępnych w marketach, to najwięcej odżywczych składników mają właśnie te świeże , niemodyfikowane. Jeśli nie jem ich w takiej postaci, to drugą opcją są dla mnie mixtury! Uwielbiam zatem też koktajle i smoothies! Bardzo często serwuje sobie mixy z owoców sezonowych, łącząc je odpowiednio z domieszką jogurtu i nasionek, a kiedy sezon na dane owoce się kończy, wybieram te mrożone albo egzotyczne np. ananasa czy arbuza. Te dwa owoce wprost uwielbiam i mogłabym pożerać je tonami, podobnie jak truskawki i maliny. Dziś jednak pokażę Wam jaki mix zasmakował mi w ostatnim czasie tak bardzo, że nie mogę przestać go przyrządzać!

28 sierpnia 2015

SSSSSSSSHORTS

Hej! Dziś mam genialny humor, śmieję się od samego rana, czuję się wyśmienicie, śpiewam, tańczę, żartuję, jednocześnie odpoczywam gdyż zrobiłam sobie przedweekendowy dzień laby! A to wszystko z powodu... niczego! Nic takiego się nie stało, nic spektakularnego się nie wydarzyło, nie wygrałam w totka, nie zrobiłam wymarzonych zakupów, ani nikt nie powiedział mi epicko miłego komplementu. Po prostu obudziłam się z dobrym humorem, nie przeszkadzał mi deszcz i błoto, odwiedziłam babcię, zaprawiłam ogórki, które uwielbiam i są najlepsze na świecie, zjadłam coś słodkiego i jednocześnie niezdrowego, czyli ciastka z biedronki, posprzątałam pokój aby po chwili znów w nim zrobić syf i zamienić go w cmentarzysko much, które zabijałam laczkiem biegając po ścianach. Robiłam w sumie nic, a czuję jakbym zrobiła wiele. A to wiele to właśnie uśmiech i pozytywne myślenie. Od tego trzeba zacząć. Zresetowałam dziś umysł, robiłam głupoty, śmiałam się do samej siebie i wyeliminowałam wszystkie złe myśli. Postanowiłam sobie, że każdy kolejny dzień, bez względu na to ile będzie zawierał w sobie pracy i obowiązków, będę właśnie przeżywać z takim bananem na twarzy. Tak mi dziś wesoło i tak nabrałam ochoty do działania, co pojawiło się znikąd, że postanowiłam dodać nowy wpis! A co, porozpieszczam Was trochę :).

26 sierpnia 2015

MAMA, ZOSIA, TOSIA

Kocham fotografię za możliwość uchwycenia cudownych, radosnych i szczęśliwych chwil pełnych miłości i pozytywnej energii. Chwil, które nigdy już nie wrócą, a na zawsze pozostaną w tych megapikselach lub na odbitkach trzymanych w albumie. Fotografie zatrzymują ten jeden, jedyny moment, którego nie przeżyjemy już tak samo, a z każdym dniem będziemy oddalać się od niego coraz bardziej. Z takich urywków układamy fotograficzną historię naszego życia, która nigdy nie przeminie. Zdjęcia mają niesamowitą moc, szczególnie wtedy, gdy sięgamy po nie po latach, aby przypomnieć sobie tamten dzień, chwilę, sekundę... Oglądamy je z uśmiechem wspominając najcudowniejsze momenty naszego życia, widząc tym sposobem jak bardzo się zmieniliśmy i jak bardzo świat poszedł do przodu. Właśnie o takie zdjęcia zatrzymujące cudowny życiowy okres, poprosiła mnie Ola - dobra znajoma i dumna mama, która niedługo zostanie mamą po raz drugi! 

24 sierpnia 2015

AUTUMN IN THE AIR

Każdego roku o tej porze, czyli gdy sierpień powoli zmierza ku końcowi, odczuwam podobną aurę nadchodzącej jesieni. Kiedy wkraczamy w ostatnie tygodnie wakacyjnego miesiąca w powietrzu unosi się już charakterystyczny zapach, który kojarzy mi się z nowym rokiem szkolnym, spadającymi, złocistymi liśćmi i wrześniowym czy październikowym, chłodnym i zamglonym wieczorem. Zaczynam wtedy wędrować myślami w przód i wstecz. Wspominam swoje szkolne lata, szaleństwo zakupów nowych zeszytów, pisaków i plecaka, zabawę w stosie liści, zbieranie kasztanów, dreszcz emocji w wirze codziennych klasówek i odczucie tej jesiennej, często ponurej słoty. Najlepsze jest to, że podobne doznania odczuwam myśląc o jesieni, która dopiero nadejdzie. Choć szkolne sprawy mnie już nie dotyczą, na sklejanie ludzików z kasztanów jestem już za duża, a jesienne wieczory już tak bardzo mnie nie przerażają, to ich zapach cały czas towarzyszy mi przy końcu lata. Zupełnie tak jakbym cofała się o kilka lat i miała zamiar przeżywać ten okres na nowo. Teraz czekam tylko na październikowe, krótkie, deszczowe i ponure dni, które może nie cieszą tak jak wiosenne czy letnie słońce i błękit nieba, ale mają z pewnością swój niepowtarzalny urok. Tak, wiem, że będę za dwa miesiące marudzić i narzekać na deszcz, chłód i błoto, ale mimo wszystko jesień ma niesamowity klimat i już nie mogę doczekać się tych wieczorów przy ulubionej, zapachowej świeczce, siedząc w fotelu w grubym swetrze, obserwując unoszącą się mgłę i zapaloną w oddali latarnię. Czujecie to samo?

20 sierpnia 2015

ŁEBSKI DETOKS

Cześć kochani! Witajcie po dłuższej przerwie, którą zafundowałam zarówno sobie jak i blogowi. Należy Wam się kilka słów wyjaśnienia, a ja nie byłabym sobą gdybym Wam ich nie napisała. Dzisiejszy post to jednak nie tylko wytłumaczenie, a również relacja z ostatnich dni, podczas których odpoczęłam, odstresowałam się i naładowałam baterie. Nie przeciągając przechodzę do sedna sprawy. Z racji tego, że w tym roku nie możemy wybrać się na długie wakacje w tropikach, postanowiliśmy w ulubionym gronie wybrać się na kilkudniową wycieczkę. W minioną sobotę wraz z ukochanym i przyjaciółmi udaliśmy się do jednego z polskich, nadmorskich miast, aby spędzić wspólnie czas i odciąć się od codzienności. Można powiedzieć, że zafundowaliśmy sobie totalny detoks od szarej rzeczywistości i te trzy dni nad morzem odprężyły nas maksymalnie! Ja pojechałam tam z myślą o odpoczynku niemalże od wszystkiego...