NEW YEAR - NEW SHOES!

7 stycznia 2017
Nowy Rok, nowe cele, nowe wyzwania i marzenia - tak mówi większość z nas kiedy witamy i wkraczamy w rok kolejny. A może by tak dodać do tej listy nowe buty? Butów nigdy nie jest nam zbyt dużo, zrozumie to każda kobieta! Buty nie wymagają tyle pracy i wysiłku co walka o idealną sylwetkę, buty nie stresują tak jak zdawanie na prawo jazdy, buty nie zawsze są tak drogie jak wycieczka na Karaiby czy wymarzony samochód... To tak z przymrużeniem oka, oczywiście! Skoro Nowy Rok sprzyja wielkim postanowieniom, to tym małym również może! :) Tym bardziej, że styczeń to okres karnawału i kupno nowych szpilek nie będzie boleć aż tak bardzo, bo w końcu mamy ku temu powód ;). Imprezujecie w styczniu, czy raczej to nie wasza bajka? Jeśli to pierwsze, to czy macie już nowe szpilki do swoich wystrzałowych kiecek? Ja choć imprezuję bardzo rzadko, to szpilkami nigdy nie pogardzę, bo nie nosi się ich przecież tylko podczas karnawału! 

QUEEN PHOTO STUDIO

27 grudnia 2016
1 stycznia 2011 roku powstał ten blog. 1 stycznia 2017 powstanie moja druga strona internetowa. Przez 6 lat poszukiwałam swojego powołania i jednocześnie przez te 6 lat wciąż trzymałam się jednej drogi. Próbowałam podążać wieloma, ale wciąż wracałam do tej głównej trasy, która prowadziła mnie prosto do fotograficznego świata. Fotografia była obecna przez cały czas, kiedy tworzyłam tego bloga, bo była ona najważniejszą jego częścią. Raczkowałam co prawda długo, bo sama nie wiedziałam, co tak naprawdę chcę robić w swoim życiu. Przewijało się przez nie wiele dziedzin - studiowałam jeden kierunek, potem myślałam o drugim, w między czasie zajmowałam się blogiem, modą, projektowaniem ubrań, ale suma sumarum, i tak zawsze najwięcej radości sprawiało mi fotografowanie. Dlatego najlepszą decyzją mojego życia było udanie się na fotograficzne kursy, a potem na podyplomowe studia na kierunku fotografia. Dzięki temu uporządkowałam swoją dotychczasową wiedzę, nauczyłam się masy nowych rzeczy, poznałam mnóstwo cudownych ludzi o podobnych zainteresowaniach i co najważniejsze - potwierdziłam swoje największe, życiowe powołanie i miłość, która stała się też moim zawodem. Założenie firmy było tylko kolejnym krokiem, kolejnym odhaczonym punktem na liście marzeń. 

MINI KSIĄŻECZKA WSPOMNIEŃ

3 grudnia 2016
Zdjęcia, w jakiejkolwiek formie, mają niepowtarzalną magię i moc. Chyba nie muszę tego nikomu tłumaczyć. Nic lepiej nie zatrzyma czasu na wieki niż fotografie, dzięki którym tworzymy niepowtarzalne historie - nasze, naszej rodziny, znajomych... Układamy z nich układankę naszego życia, a w każdej chwili możemy wrócić do jednego z momentów chwytając kawałek papieru fotograficznego, na którym namalował się tamtejszy świat, tamta chwila, sekunda. Czy może być coś bardziej magicznego? Nie ważne czy zdjęcia gromadzimy w albumach, w fotoksiążkach czy na komputerze. Każdy kawałek papieru i każdy plik graficzny zamraża coś najcenniejszego - nasze życie. Ono nigdy z nich się nie ulotni. Ono zawsze pozostanie, na zawsze. Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że każde, ważne dla mnie momenty uchwycone na zdjęciach będę wywoływać i gromadzić w albumach regularnie. W końcu to odbitki mogą przetrwać najdłużej. Wykonuję każdego dnia masę zdjęć aparatem oraz telefonem, ale zazwyczaj to te pierwsze są brane pod uwagę przy planowaniu kolejnej serii odbitek. Są najlepszej jakości, są dokładnie zaplanowane i przemyślane. Dlaczego by tak nie wywołać mniej dopracowanych ujęć? Przecież każde zdjęcie ma takie samo zadanie - uchwycić dany moment i obraz. Nie koniecznie musi to być zdjęcie z magazynu, wystarczy, że jest w 100% nasze. 

MROŹNA KRAINA

29 listopada 2016
Rok temu o tej porze (no trochę wcześniej bo pod koniec października) publikowałam tutaj wpis zatytułowany "Jesień jest piękna!". Wtedy słoneczne dni pozwoliły mi na długie spacery, a co za tym idzie robienie mnóstwa zdjęć, które jak się potem okazało, skradły nie tylko moje serce. Kocham obserwować zmieniający się świat wraz z każdą, nadchodzącą porą roku. Jak zmienia barwy, jak zachowuje się natura, ludzie, a także jakie zmiany zachodzą we mnie samej. Podzieliłam się wtedy tymi jesiennymi kadrami i jednocześnie postanowiłam, że z nadejściem kolejnej pory roku, będę publikować podobną serię zdjęć udowadniając, że każda z nich ma swoje niepowtarzalne uroki. I zaniedbałam to, gdyż przyszła zima, potem wiosna i lato, a ja nie kontynuowałam tej serii, czego bardzo żałuję. Czas to nadrobić. Skoro wróciłam do blogowania w zaawansowanej jesieni, pierwszy wpis tego typu będzie już odrobinę zimowy, lecz nie w stu procentach. Prawdziwa zima ma dopiero nadejść (na co bardzo liczę!), a wtedy prawdopodobnie znów chwycę za aparat i uwiecznię ten biały, przepiękny świat. Jednak jakiś czas temu zamiast śniegu podziwiałam cudowny szron, który przykrył cały mój ogród i sprawił, że po wstaniu z łóżka zastałam niesamowite widoki z tarasu. Co lepsze, utrzymywał się na tyle długo, że w wolnej chwili podczas przerwy w pracy wyszłam na zewnątrz i uwieczniłam na kilku zdjęciach to cudo. Po prostu - klasyczne, niewybitne wcale zdjęcia, które kocham gromadzić. 

MAKE THAT CHANGE

18 listopada 2016
Zdradzę Wam coś. Wiecie co było dodatkowym powodem mojej dłuższej nieobecności tutaj? Nie tylko natłok pracy, poświęcenie się firmie oraz chęć zdobycia doświadczenia. Potrzebowałam również odpoczynku od blogowania, od robienia zdjęć stylizacji i produktów, pisania wpisów, recenzji... Tak, to również może zmęczyć. Wiecie dlaczego? Bo tak naprawdę blogowanie to nie jest lekka praca, kiedy właśnie nazywa się to pracą. Kiedy blogger stara się, aby publikowany materiał był na wysokim poziomie, recenzje napisane sensownie i szczerze, a cała zdjęciowa otoczka zachęcała do przytrzymania na niej wzroku dłużej niż kilka sekund. I nie mówię tu o wyścigu szczurów, porównywaniu się do innych bloggerów, podążaniu nie swoją ścieżką czy złość, że ma się mniej, mimo wielkiego nakładu pracy. Mówię tu o tym, że chęć utrzymania wysokiej poprzeczki samemu sobie w pewnym momencie po prostu męczy. Szukanie miejsc do zdjęć - co rusz nowego, złość gdy zdjęcia nie wychodziły tak jakbym chciała, wieczna pogoń za dodatkami, aranżacjami, pomysłami, stres kiedy planowałam dodać wpis w poniedziałek, a we wtorek nadal się nie pojawił... Uwierzcie, że widzicie tylko efekt końcowy, a to co się dzieje przed może naprawdę niejednego przerosnąć. Blogowanie na poziomie, który już wtedy osiągnęłam, dawało mi masę korzyści. Nie tylko zarobek i wiele produktów do zdjęć, ale przede wszystkim możliwość rozwoju. I ja tę możliwość pragnęłam wykorzystać najmocniej jak się da, ale momentami aż za bardzo. I to nie tak, że przekładałam bloga ponad wszystko, zaniedbując inne, ważne sprawy. Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czy to wieczne spinanie się o bycie idealnym blogerem ma sens? Czy ludzie to szczerze doceniają? Może nie warto wkładać w to aż tyle pracy i zaangażowania? A co jeśli, to nigdy mi się nie zwróci? Przystanęłam na chwilę i spróbowałam żyć bez tego. I wiecie co? Poczułam ogromną ulgę. Nie dlatego, że przestałam blogować, tylko dlatego, że przestałam się spieszyć.