26 LAT MINĘŁO

12 października 2017
To już moje 26 urodziny - jak ten czas leci! Pamiętam dokładnie moją osiemnastkę, jakby była wczoraj, a tu powoli zbliżam się już ku trzydziestce. No cóż! Nie ma co narzekać, bo czuję się w swoim wieku znakomicie, a liczba 26 bardzo mi się podoba! Jestem bardzo młoda, mam całe życie przed sobą, a świat stoi otworem! Mimo swojego wieku, czuję się jednak czasem jak małe dziecko. Chyba w każdym z nas drzemie kilka dziecięcych cech i to do końca życia! Nie uważam tego jednak za wadę, a odrobinę szaleństwa, którą każdy powinien sobie serwować co jakiś czas! Jeśli chodzi o mnie, to dziecięce cechy dają o sobie znać dosyć często. Uważam się za dojrzałą osobę, ale co chwilę koloruję sobie codzienność barwami rodem z bajek o księżniczkach. Róż, pastele, pozytywne, jasne barwy, różyczki, kocyki, figurki, dekoracje, dodatki... Najlepiej jakby cały świat był jaśniutki niczym słodkie pianki marshmallows! Takie klimaty zdecydowanie poprawiają mi humor! Kiedy za oknem hula wiatr, jest szaro, buro i ponuro, to chwytam za aparat, rozkładam jasne lub kolorowe dekoracje i odpycham złe myśli fotograficznym szaleństwem! Lubię nowoczesność, stonowane barwy, klasykę i powagę, ale zarówno moje bliskie otoczenie, jak i zmysł fotograficzny jaki posiadam, jest dość konkretnie określony w kolorystyce różu i jego pochodnych, a także każdym innym odcieniu pastelowych barw. Zauważyliście już na pewno, że na moim profilu instagramowym aż roi się od słodyczy! Czy to źle? Na pewno nie każdy lubi cukierkowy świat tak jak ja, ale mi zdecydowanie on sprzyja! Dlatego też moje urodzinowe zdjęcia, dodatki, tort czy balony nie mogły być w innym kolorze niż róż. No dobra, róż i elementy bieli, szarości i złota, co by nie było aż za słodko. Te zdjęcia to cała ja - ja tutaj, dla Was. Taki określiłam sobie tor, po którym jadę dość szybko swoim idealnym, różowym garbusem! Szarości mam w nadmiarze codziennie - w końcu mamy jesień :) Ale tutaj? Szarość będzie gościć ewentualnie na ubraniach lub ciekawych dodatkach!

POLSKA SREBRNA JESIEŃ

4 października 2017
Z jakimi kolorami kojarzy Ci się jesień? Bo mi ze złocistym żółtym, czerwienią, brązem, pomarańczem, bordo... a także z odcieniami beżu, butelkowej zieleni czy szarości. Idealna jesień to ta piękna, słoneczna, nie koniecznie ciepła, ale przyjemna, z lekkim powiewem wiatru, mgłą po zmierzchu, a nawet z kałużami wzdłuż ulic. Jednak mój dzisiejszy wpis nie do końca wpisuje się w tę kolorystykę, bo na jeden z jesiennych spacerów wybrałam się co prawda w odcieniach szarości, ale z dodatkiem srebra zamiast złota, z którym nasza polska jesień się przecież kojarzy. Srebrne kurtki skradły moje serce już w sezonie wiosennym, kiedy to nabyłam swoją pierwszą, lekką i przeciwdeszczową kurtkę w tym błyszczącym odcieniu. Tym razem postawiłam na puchacza, który naprawdę fajnie grzeje! I przyznam szczerze, że mimo swojego kosmicznego wyglądu, świetnie wpisała się w otaczający mnie jesienny, złocisty klimat, czyż nie? Stylizacja prosta, w moim stylu, czyli dość jasna i pastelowa, w czym czuję się generalnie najlepiej. Przyznam jednak szczerze, że bardziej pasuje mi ona do zimowej scenerii, ale nie mogłam się powstrzymać przed tym połączeniem. W takim razie kiedy spadnie śnieg (liczę na to!), trzeba będzie zrobić zdjęcia w tej kurtce ponownie! :)

JESIENNY SHAKE

18 września 2017
Zawsze powtarzam, że każda pora roku bywa piękna, o ile barwiona jest słońcem i sprzyjającymi warunkami. Pisałam już o tym nie raz, ale uwielbiam wspominać o zaletach każdego okresu, który przynosi ze sobą cudowne daty, święta, widoki oraz możliwości. Wkraczamy właśnie w złocistą jesień, która mi osobiście kojarzy się z okresem zmian, rozmyśleń, zadumy, ale również ze świeżym powietrzem, zapachem liści, kasztanów, mgły, oraz etapem wprowadzającym do kolejnego, cudownego czasu zimowego. Niestety w naszym klimacie większość jesiennych dni bywa ponura, deszczowa, wietrzna czy mglista, ale to nie znaczy, że nie ma to swojego uroku. Do tego tematu na pewno jeszcze wrócę, bo nie mogę doczekać się jesiennych wieczorów przy kominku, w kocu, z kakao w ręku, wtulona w ukochanego oglądając fajny film. Zanim jednak jesień rozkręci się na dobre, cieszymy się nadal etapem przejściowym, kiedy to jeszcze powietrze ma zapach minionego lata. Choć po kostkach wieje już trochę zimnym chłodem, to słoneczne dni pozwalają nam jeszcze ubierać się lżej. Dzisiejsza stylówka i zdjęcia kojarzą mi się ze słodkim shakiem, za sprawą biało pudrowej gamy kolorystycznej. Bardzo podoba mi się połączenie lekkich sukienek czy spódniczek z grubym, ciężkim swetrem czy butami. W moim przypadku stawiłam na to pierwsze, czyli ulubiony i absolutnie uroczy sweter od E-MARGERITKA, który mimo swojego obszernego kroju, idealnie dopasował się do lżejszego dołu w postaci spódniczki. Żeby nie było jednak zbyt słodko, dobrałam do całości beżowe botki, które skradły moje serce przez niebanalny obcas. A całość prezentuję na słonecznych zdjęciach, lekko zabarwionych różem, aby zaznaczyć kończące się ukochane lato i zaczynającą nieprzewidywalną jesień.

WYCZEKUJĄC W BLASKU SŁOŃCA

4 września 2017
W minione lato udało mi się zrobić dwie sesje brzuszkowe, a zaczęłam od tej wyjątkowej bo mojej kuzynki. Oczywiście nie tylko jej, ale również jej męża oraz małej istotki - Anastazji, która wtedy w najlepsze przesiadywała sobie jeszcze w brzuchu. W jedno piękne, ciepłe, słoneczne czerwcowe popołudnie udaliśmy się w ulubione pobliskie miejsca, z dala od zgiełku, z samą naturą dookoła. Choć w głowie już długo przed sesją rodził się pomysł zdjęć, to jak to zwykle u nas bywa, sesja zarysowała się w trakcie sama. Nie od dziś wiemy, że spontaniczne pomysły czy przypadkowe ujęcia czasem wychodzą najlepiej. I tak też było w tym przypadku. Przechadzaliśmy się po okolicy, zatrzymując co chwilę na kilka ujęć, raz robiąc krótsze, raz dłuższe przystanki. Zaczęliśmy od polnych i łąkowych dróżek, kończąc na polach zbożowych. Sesja ta nie była męcząca, wymagająca wysiłku, skupiania się i pracy nad pozami. Była przede wszystkim przyjemną formą spędzenia czasu, spacerem, okazją do plotek i rozmów, a także chwilą relaksu i odcięcia się od codzienności. To było naprawdę udane popołudnie, a potem też i wieczór, bo czekaliśmy jak najdłużej na zachodzące już lekko słońce... 

WRZUĆ NA LUZ!

28 sierpnia 2017
Stres i nerwy to jeden ze stałych elementów naszej codzienności, czyż nie? Każdego dnia pojawia się w pracy, w szkole, podczas wyjazdów, spotkań, a nawet w domu. Denerwujemy się czasem z poważnych, a czasem totalnie błahych powodów. Stresujemy się nową pracą, nowym zleceniem, klasówką z matmy, spotkaniem z kimś ważnym, publicznym wystąpieniem, odbytą kłótnią, starciem z szefem, walką z nieznośnymi dziećmi, które roznoszą pół chaty, czy nawet brakiem obiadu dla męża, bo zwyczajnie w świecie zabrakło na niego czasu. Nie ważne z jakiego powodu się denerwujemy czy stresujemy, w większości przypadków to zdecydowanie nam szkodzi! I ja doskonale się o tym przekonałam. Z natury jestem dość nerwową osobą, którą generalnie łatwo wyprowadzić z równowagi. Stresuję się zazwyczaj wszystkim, a jak naprawdę nie mam czym, to szybko znajduję sobie powód. Dlaczego? To chyba po prostu z biegiem czasu stało się częścią mnie. Jakiś czas temu zastanawiałam się co powoduje ten stres i nerwy, czy są one chociaż momentami wskazane, czy mi szkodzą, czy pojawiają się słusznie. Nic nie dzieje się bez jakiejkolwiek przyczyny, więc moje nerwowe podejście musiało mieć gdzieś swoje podłoże. Kiedy je odnalazłam, wyczyściłam swoje życie i umysł, aby teraz odetchnąć i powiedzieć sobie - take it easy!